Close

5 lutego 2018

Mecenas Google – na ile można mu ufać

Problem prawny? Kilka stuknięć w klawiaturę i znajdujemy tysiące odpowiedzi na zadane pytanie. Klikamy pierwszą z nich. Pasuje. Problem w tym, że każdy kolejny wynik w wyszukiwarce może przynieść inną odpowiedź na tak samo zadane pytanie. Prawo właśnie takie jest.

Przepisy są jednakowe dla wszystkich. Prawo obowiązuje każdego. To wszystko prawda. Jednak każdy problem prawny jest inny. Brzmi jak banał, ale mnóstwo czynników składa się na tzw. kazus, czyli konkretną sprawę. No bo też każdy klient jest inny, a jeden szczegół, który wydaje się mu nieznaczący, w danej sytuacji może całkowicie zmienić sytuację prawną i przepisy, które należy zastosować.

Internetowe fora medyczne rozrastają się w błyskawicznym tempie, dając porady na wszelkie dolegliwości (czasem są to rady sprzeczne ze sobą). Przeważnie każda bolączka w końcu diagnozowana jest jako nowotwór, w najlepszym wypadku jakąś chorobę tarczycy o azjatyckiej nazwie. Często doprowadza to do sytuacji niebezpiecznych, gdzie kwestionowane są przez amatorów diagnozy prawdziwych lekarzy udzielane w przychodni lub szpitalu – jeżeli po takiej dawce internetowych mądrości dana osoba w ogóle się do lekarza zgłasza. Potem dochodzi do sytuacji, w których prawdziwe choroby leczone są wlewami z lewoskrętnej witaminy C albo innymi neoszamańskimi metodami.

Podobnie jest z prawem. Dla wielu adwokat czy radca prawny to strata pieniędzy. Wychodzą z założenia, że wszystko da się w obecnych czasach znaleźć w internecie. Ten zaś pęcznieje od forów, na których amatorzy wymieniają się swoimi spostrzeżeniami prawnymi na temat opisywanych przez innych internautów problemów. Tym bardziej, że wykształcenie prawnicze jest traktowane obecnie z pobłażaniem, zaś wiedza z zakresu prawa uznawana za nieskomplikowaną. Co to za problem i wysiłek naskrobać kilka zdań do sądu, tym bardziej, że w internecie znajdziemy setki wzorów, formularzy i gotowych rozwiązań?

Tak jak jeden lek nie wyleczy pacjenta ze wszystkich dolegliwości, a czasem nawet może konkretnej osobie zaszkodzić zamiast pomóc, tak źle wypełniony wzór, czy zasugerowanie się mądrością udzieloną przez anonimową osobę po drugiej stronie długiego kabla może okazać się brzemienne w skutkach. I oczywiście porada prawna uzyskana w internecie nie grozi śmiercią czy utratą zdrowia (choć to czasami dyskusyjne), to może zaważyć na całym życiu – utrata majątku czy wolności bywa równie druzgocąca co źle zrośnięta noga czy pęknięty wrzód.

Oczywiście fora internetowe oraz artykuły z zakresu prawa zamieszczane w sieci można czytać jako pewne wskazówki dotyczące postępowania i niejeden adwokat czy radca prawny cieszy się, że klient przychodzi do niego przynajmniej trochę obeznany w temacie, to jednak nie jest to zamiennik profesjonalnej porady prawnej skrojonej pod konkretną osobę i sytuację.

A teraz przykłady, które dają trochę do myślenia.

Pan Kowalski ma dwójkę dzieci i żonę. W skład jego majątku wchodzi mieszkanie własnościowe. Dzieci pana Kowalskiego są ze sobą skonfliktowane. W internecie pan Kowalski znalazł artykuł o tzw. testamentach małżeńskich. Super sprawa, u Niemców coś takiego mają i w Stanach – ciekawe i nowoczesne rozwiązanie. Postanawia, że wraz z żoną  sporządzą wspólnie testament na siebie nawzajem, co uniemożliwi dzieciom jakiekolwiek kłótnie o majątek w przyszłości – w szczególności o mieszkanie, w którym po śmierci jednego z małżonków, drugi będzie dalej mieszkał. Ponieważ są ludźmi nowoczesnymi, na komputerze państwo Kowalscy sporządzają stosowny testament, w którym ustanawiają się wzajemnie swoimi spadkobiercami, drukują go i podpisują, a następnie przekazują zaufanemu przyjacielowi domu, aby w odpowiedniej chwili testament ten ujawnił. Pan Kowalski jest zadowolony ze swojej zaradności i zapobiegliwości.

Po pierwsze pan Kowalski nie doczytał, że w Polsce nie ma czegoś takiego jak testament małżeński. Po drugie – co całkowicie rozstrzyga sprawę – testament sporządzony przez państwa Kowalskich jest z punktu widzenia prawa nieważny i nie rodzi żadnych skutków. Nie tylko dlatego, że każdy testament pisemny winien być sporządzony własnoręcznie (co wyklucza drukowanie go z komputera), ale dlatego także, że w jednym testamencie może znaleźć się wola tylko jednego testatora (spadkodawcy). Testamenty, w których znajdują się rozporządzenia dwóch lub więcej osób są z mocy prawa nieważne (art. 941 Kodeksu cywilnego). Dzieci państwa Kowalskich będą dziedziczyć po swoich rodzicach w trybie ustawowym, co prawdopodobnie spowoduje kłótnie i spory, których pan Kowalski tak bardzo chciał uniknąć. Gdyby pan Kowalski udał się do adwokata lub radcy prawnego, wiedziałby o tym. Wiedziałby też o tym, że gdyby małżonkowie sporządzili własnoręcznie lub u notariusza dwa oddzielne testamenty, w których ustanowiliby się wzajemnie jedynymi spadkobiercami, testamenty te byłyby ważne. Dowiedziałby się jednak także tego, że z każdym testamentem co do zasady wiąże się też obowiązek zapłaty zachowku przez obdarowanego na rzecz pominiętych spadkobierców ustawowych, co mogłoby zrodzić kolejne rodzinne konflikty (tym razem na linii rodzic – dzieci). O tym z pewnością adwokat i radca prawny by go zawczasu ostrzegł.

Inna sytuacja – z zakresu działalności gospodarczej:

Pan Nowak jest przedsiębiorcą – sprzedaje materiały budowlane. Swojemu klientowi – innemu przedsiębiorcy – panu Wiśniewskiemu sprzedał pustaki warte w sumie 10.000 złotych. Pan Wiśniewski nie opłacił faktury w terminie. Ponieważ pan Nowak jest zaradny, a przynajmniej za takiego się uważa, korzysta z internetowego wzoru i pisze pozew do sądu. W odpowiedzi na pozew pan Wiśniewski zaprzecza, aby cokolwiek od pana Nowaka kupował. Na rozprawie pan Nowak argumentuje, że przecież kupił i jest faktura. Na kolejnej rozprawie sąd wydaje wyrok – powództwo jest oddalone z powodu niewykazania przez pana Nowaka roszczenia. Pan Nowak jest wściekły – macha sędziemu przed nosem fakturą i umową z panem Wiśniewskim, mówi, że ma mnóstwo świadków, którzy widzieli jak zawierali umowę, zeznać może też jego pracownik, który dostarczył cegły panu Wiśniewskiemu. Sędzia wzrusza ramionami i kwituje całą sprawę jednym niezrozumiałym dla pana Nowaka słowem – prekluzja.

Pan Nowak oczywiście nigdy wcześniej tego słowa nie słyszał. Prekluzja dowodowa oznacza w praktyce, że wszelkie twierdzenia i dowody winny być wskazane przez stronę jak najszybciej, bez tzw. zbędnej zwłoki. Ponieważ pan Nowak dołączył do pozwu tylko fakturę, nie dołączył umowy i nie zawnioskował o przesłuchanie żadnych świadków, to sąd tych świadków nie przesłuchał, a treści umowy nie znał. Wbrew temu co wydawało się panu Nowakowi, faktura – zgodnie z orzecznictwem sądów powszechnych i Sądu Najwyższego nie zawsze stanowi wystarczający dowód w postępowaniu – o ile może być uznana za uzupełniający dowód potwierdzający zawarcie umowy, to jednak nie stanowi dowodu jej wykonania (czyli w tym konkretnym przypadku dostarczenia zamówionych cegieł). Konieczne jest powołanie w odpowiednim czasie (czyli tak szybko jak to możliwe, a nie jak w amerykańskich filmach – w najbardziej dramatycznym momencie sprawy) innych dowodów, czego pan Nowak nie zrobił. Gdyby skorzystał z pomocy adwokata lub radcy prawnego, wiedziałby o tym, a może nawet za radą pełnomocnika zabezpieczyłby swoje interesy z innymi swoimi kontrahentami na przyszłość.

Można obciąć sobie włosy samemu w domu – za darmo ALBO iść do fryzjera.

Można w domu wziąć ibuprofen – za 5 złotych ALBO iść do lekarza.

Można naprawić samochód samemu – za darmo ALBO udać się do warsztatu.

Można upiec sobie w domu chleb – za koszt produktów ALBO iść do piekarni.

Można też samemu pisać umowy, pozwy, testamenty albo rozwiązać palący problem prawny – za darmo z pomocą Mecenasa Google ALBO iść do adwokata lub radcy prawnego.

Do adwokata i radcy można udać się jak do lekarza pierwszego kontaktu – także wtedy gdy pojawiają się pierwsze symptomy choroby albo po poradę na przyszłość. Koszt takiej jednorazowej porady będzie dużo niższy niż koszt odkręcania nierozsądnych działań podejmowanych bez wiedzy lub po poradzie z internetu. Jednorazowa wizyta u adwokata kosztuje mniej więcej tyle co wizyta u lekarza.

Warto także przed udaniem się do prawnika, sprawdzić czy jest on podmiotem profesjonalnym, to znaczy czy jest adwokatem albo radcą prawnym. Korzystanie z usług prawników bez uprawnień zawodowych może być równie ryzykowne co szukanie rozwiązania problemu w internecie, nie mówiąc już o innych konsekwencjach. Niestety takie podmioty jak firmy odszkodowawcze czy tzw. doradcy prawni (nie mylić z radcami prawnymi) nie tylko nie dają gwarancji prawidłowego wykonania usługi, ale w przypadku korzystania z ich usług klient nie może liczyć na standardy etyczne i zawodowe wiążące adwokatów czy radców prawnych, czy np. na to, że dany podmiot będzie posiadał ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej, która pomoże klientowi w prosty sposób odzyskać utracone pieniądze w przypadku niewłaściwego wykonania usługi prawnej. Więcej o tym dlaczego warto mieć adwokata TUTAJ.

O tym, czy dana osoba jest adwokatem sprawdzimy TUTAJ.

O tym, czy dana osoba jest radcą prawnym sprawdzimy TUTAJ.

Tak jak prędzej czy później trafiamy do przychodni czy szpitala, tak samo wcześniej czy później przekroczymy próg kancelarii. Tylko, że w jednym i drugim przypadku może być już za późno na interwencję. Wyciągnięcie kogoś z zawału będzie dużo bardziej kosztowne i ryzykowne niż rozpisanie zdrowej diety i stosowanie się do niej zawczasu.

adw. Ksawery Filip Cholerzyński

Kancelaria Adwokacka | Adwokat Ksawery Filip Cholerzyński jest miejscem, gdzie można uzyskać jednorazową poradę prawną, jak również zlecić poprowadzenie całej sprawy np. przed sądem lub organem administracyjnym. Każde takie zlecenie potwierdzane jest stosowna umową o świadczenie pomocy prawnej. Na dole strony znajdą Państwo formularz kontaktowy, który należy wypełnić przed umówieniem się na spotkanie lub celem uzyskania bezpłatnej wyceny usługi.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top